railway-1449711-1920x1440

Czy zdarzyło Ci się kiedyś obiecać sobie, że inaczej niż zwykle wykonasz jakąś codzienną, nawykową czynność — np. inaczej umyjesz twarz lub zęby, zjesz wolniej śniadanie, inaczej przywitasz się z szefem lub teściową, będziesz głębiej oddychać lub pić więcej wody w pracy albo nie będziesz się drapać w miejsce po ugryzieniu komara — a potem „zapomniałeś się” i wszystko poszło znów tak samo? A ile razy, np. z nowym rokiem, planowałeś zmianę swojego życia, to znaczy zmianę całej masy nawyków — zupełnie nową dietę, więcej ruchu, inny sposób traktowania ludzi lub pieniędzy? I jak — udało się?

Nie jest łatwo zmienić nawyki. Nasz mózg bowiem jest… urządzeniem do odtwarzania nawyków (a nie do ich zmieniania). Wstajemy z łóżka tą samą nogą, chodzimy do pracy tą samą drogą, naciskamy guzik w windzie tym samym palcem, po wejściu do marketu skręcamy w prawo, w ten sam sposób krzyżujemy ręce lub nogi, słuchamy utworów przypominających te już nam znane. Nawyki rządzą.

Dlaczego mózg tak lubi nawyki? Odpowiedź współczesnej psychologii jest trywialna: w ten sposób oszczędzamy energię. Wyobraź sobie swoje życie, gdybyś co dziennie musiał deliberować nad tym, czy najpierw umyć zęby czy wyjść z psem, co dzień na nowo obierać z Google Maps drogę do pracy albo opracowywać strategię rozmowy z sąsiadami (z którym ile czasu rozmawiać? jak się przywitać? o czym rozmawiać? jak się pożegnać?). Ciągłe podejmowanie decyzji wykończyłoby Cię. Dlatego też mózg jest skonstruowany tak, że podjęta i podtrzymywana przez jakiś czas decyzja przechodzi w tryb podświadomy, staje się częścią „systemu operacyjnego” lub wewnętrznego „autopilota”. Ciekawe, że zarządza nim zupełnie inny, niestety bardziej prymitywny i mniej elastyczny niż myśląca „kora nowa” obszar naszego centralnego narządu, nazywany „jądrami podstawnymi” (położone głęboko wewnątrz czaszki skupiska komórek o owalnym kształcie, wielkości mniej więcej mandarynki; obecne nie tylko u człowieka, ale i u innych ssaków a nawet gadów i ryb!). Niesamowite, że nawyki mogą funkcjonować zupełnie niezależnie od naszej wiedzy i pamięci. W literaturze opisano przypadki ludzi z uszkodzoną pamięcią. Niektórzy, jak słynny w literaturze medycznej Eugene Pauly, nie potrafili nie tylko przypomnieć sobie swojego adresu, ale nawet powiedzieć gdzie jest kuchnia czy jak wygląda lodówka czy telewizor. Nie przeszkadzało to jednak Eugenowi ze spaceru wracać prosto do domu, korzystać z toalety, przygotować sobie jajka na bekonie oraz zasiąść w fotelu przed telewizorem i sprawnie obsługiwać pilot.

Nasz oszczędny — albo mówiąc bardziej złośliwie — leniwy mózg stanowi, jak to bywa, jednocześnie zagrożenie i szansę. Oszczędza nam wysiłku, to prawda. Jednak jednocześnie zmniejsza naszą elastyczność i wrażliwość na nowości. Przyjrzyjmy się tym dwu stronom naszego mózgowego medalu.

Nawyki są świetne. Dzięki nim wsiadasz do samochodu i po prostu „jedziesz”, do tego swobodnie rozmawiając całą drogę ze swoim towarzyszem podróży. Bez serii nawyków owo „jadę” wyglądałoby pewnie jakoś tak: przypominasz sobie, jak otworzyć garaż i jak otworzyć drzwi do auta, robisz to. Ustawiasz siedzenie, odnajdujesz stacyjkę, postanawiasz przekręcić kluczyk w odpowiednią stronę. Ustawiasz lusterka, rozglądasz się, czy możesz wyjechać; kładziesz nogę na hamulcu (który to?), wrzucasz bieg wsteczny, przenosisz nogę z hamulca na sprzęgło, drugą nogą dodajesz gaz, delikatnie puszczasz, jednocześnie kontrolując sytuację w lusterkach, szacując odległości i w wyobraźni odwracając obraz prawa-lewa… Uff. A jeszcze nie wyjechałeś na ulicę! (Przypomnij sobie swoje pierwsze lekcje z nauki jazdy!).

Jednak gdy już opanujesz dany nawyk — stajesz się jego więźniem. Gdyby ktoś zamienił Ci samochód na taki z innym rozkładem pedałów, układem biegów, albo kazał jeździć lewą stroną ulicy — Twoje cudowne nawyki sprawiłby, że potwornie męczyłbyś się, spowodowałyby niebezpieczeństwo a może nawet przyniosłyby Ci zgubę! Wystarczy, że na uczęszczanym odcinku drogi zmieni się organizacja ruchu — a mistrzowie nawyków za kierownicą zbierają mandaty niczym grzybiarze podgrzybki po deszczu. Przypomnij sobie złość i kłopoty, gdy zmieniano Ci rozkład biura albo komputer lub choćby klawiaturę w pracy; gdy żona zmieniła układ noży i widelców w szufladzie lub między szufladami; albo gdy (tak, to też jej sprawka!) pasta do zębów, szampon czy ręczniki zmieniły miejsce stałego pobytu. „Czy te rzeczy, u diabła, nie mogą mieć swojego stałego miejsca?” — zdają się krzyczeć jądra podstawne, a mózg z lubością przenosi ten komunikat na zewnątrz.

Jak widać, nawet „pozytywne” (tj. adaptacyjnie korzystne) nawyki mogą być niebezpieczne. Ale jest jeszcze gorzej. Bardzo wiele naszych nawyków bowiem ma charakter… destrukcyjny (anty-adaptacyjny). Weźmy np. jakże popularny nawyk narzekania. „Boże, znów do pracy! Co to w ogóle za pogoda? Zima na wiosnę? Kurczę, a auto nie w garażu! Stracę pół godziny na odśnieżanie! Jezu, do tego pusty bak, trzeba będzie podjechać na stację. Spóźnię się. Szef mnie zabije — skądinąd cholerny furiat mógłby zająć się kim innym… Ta robota to była kompletna pomyłka. A do tego jeszcze coś łamie mnie w kościach…” itd. itp. Oto przykładowy zestaw nawykowych myśli, które oczywiście pociągają za sobą nawykowe emocje, a potem nawykowe zachowania — np. kawa zamiast śniadania, wybiegnięcie w pośpiechu, zapomnienie kluczy lub teczki z dokumentami, powrót do domu, nerwowe poszukiwanie kluczy, dalsze zwiększenie tempa, wywrotka na oblodzonym podjeździe, zmiana spodni, spóźnienie do pracy, bezsensowna bąkanina w reakcji na (również nawykową, a jakże!) reprymendę szefa… Czy nawykowe narzekanie daje jakiekolwiek wsparcie w trudnych sytuacjach? Bardzo wątpliwe. Zwiększa natomiast napięcie i dyskomfort, pogłębia depresję, wreszcie przekłada się na stan naszego ciała, nie tylko zmieniając naszą twarz, ale wywołując nagłe lub chroniczne stany chorobowe!

Dorzućmy teraz do tego popularnego nawyku kilka innych, np. śmieciowe jedzenie po drodze, złe oddychanie i odwadnianie organizmu w pracy, zamartwianie się o przyszłość własną i rodziny, psioczenie na polityków, oglądanie telewizji do drugiej w nocy, bezproduktywne kłótnie z żoną i niekończące się walki o strefy wpływów w pracy, a negatywna strona naszego automatycznego pilota ujawni się z całą siłą.

Czy znaczy to, że wszelkie nawyki są złe? Niekoniecznie. Po pierwsze, jeśli nie stracimy czujności i o ile wiemy, jak tego dokonać — możemy nawyki sami kontrolować i wybierać (zamiast pozwalać się kontrolować nawykom). Inaczej mówiąc: jako jedyne stworzenie w znanym nam zakątku wszechświata możemy przeprogramować własny system operacyjny: zmieniać destruktywne nawyki na takie, które lepiej nam służą. I tu koniecznie muszę przytoczyć bardzo ważny wniosek z psychologicznych badań: bardzo trudno jest po prostu pozbyć się nawyku! Lepszą i prostszą strategią jest zastąpić niedobry nawyk innym nawykiem. (Oczywiście najpierw trzeba w ogóle uświadomić sobie, jakie nawyki mamy i pielęgnujemy, co wcale nie zawsze jest proste!). Trudniej jest przestać pić coranną kawę niż zastąpić ją np. kawą zbożową; trudniej jest zaprzestać komentowania pogody, własnego wyglądu czy wyczynów sąsiadów i polityków, jeśli stało się to naszym nawykiem. Tysiąckroć łatwiej jest po prostu zmienić rodzaj komentarza.

IMG_1706_owoce

I oto dotarliśmy do sedna! W naszym życiu mnóstwo jest sytuacji „powtarzalnych” — wstanie z łóżka, mycie się, zjedzenie śniadania, spotkania z ludźmi, wykonywanie obowiązków. Wszystkie one oplecione są gęstą siecią nawyków, często destrukcyjnych, tj. zabierających energię, szkodzących naszemu zdrowiu i/lub relacjom z innymi, pogarszających samopoczucie. Warto świadomie zastąpić je nawykami pozytywnymi: dodającymi wigoru i energii, poprawiających nasz kontakt ze światem. Pamiętaj, na początku zastosowanie się do nowych wzorów może być męczące, ale za jakiś czas Twój rozleniwiony mózg przeniesie je w tryb automatyczny, i nawet nie będziesz musiał pamiętać, żeby postąpić właśnie w ten sposób! A w żaden sposób nie umniejszy to korzystnych efektów płynących z danego sposobu myślenia czy działania. Czy to nie znakomita wiadomość?

© fragmenty objęty prawami autorskimi pochodzi z książki Dagmara Skalska, Egoizm kurs na miłość!