01_akceptacja

Pierwszy z zasobów, który pozwolił mi przetrwać chorobę i odejście Tomka. Pracowałam nad nim systematycznie lecz naprawdę osiągnęłam zadowalający stan gdy stanęłam “oko w oko” z możliwością, że Tomek umrze i przestałam stawiać jej opór. Uznałam, że nie jestem wszechmocna a wyłącznie moja duma pchała mnie do tego by walczyć z czymś silniejszym ode mnie. Doświadczenie choroby i śmierci było tak silne, że zadziałało jak “reset umysłu” – moja otwartość pozwoliła mi wgrać nowy program, który nazywa się AKCEPTACJA.

Gdy zbierze się za duże ciśnienie w moim umyśle, zwalniam spust i daję mu upust 😀

czyli:

  • aprobata
  • formalna zgoda na coś
  • pogodzenie się z czymś, czego nie można zmienić

Rozwijając w sobie akceptację zaczynasz aprobować zarówno siebie, to kim jesteś a także to co Cię spotyka. Godzisz się z nieuniknionym i nie stawiasz oporu. Akceptacja jednak nie oznacza bierności czy rezygnacji. Istnieje różnica między taktyką „zdechłego psa w nurcie rzeki” a decyzją, że płyniesz z nurtem życia. W pierwszym przypadku płyniesz bo NIE MASZ WYBORU w drugim płyniesz z WŁASNEGO WYBORU.

Pierwsza sytuacja jest przejawem słabości, druga siły.

Jak rozwijać akceptację?

1. Naucz się przebywać w dyskomforcie, gdy jest to konieczne.

Gdy uciekasz przed tym co nieprzyjemne (myśli, emocje, doświadczenia) wypierasz część siebie i świata. To tak jakbyś uznał, że zamiast lewej ręki chcesz mieć dwie prawe, bo lewa jest niewygodna… Nie da się. Wszystko co istnieje posiada dwa bieguny dla przykładu: szczęście i smutek; miłość i nienawiść; gniew i łagodność; bogactwo i bieda. Nie doświadczając gniewu nie będziesz wiedział czym jest prawdziwa łagodność; nie doświadczając cierpienia nie zrozumiesz czym jest przyjemność. Podświadome wyparcie jednego z biegunów, uniemożliwia Ci uzyskanie stanu akceptacji – nie będziesz potrafił uznać jego przejawu za naturalną część życia.

Podzielę się z Tobą afirmacją, którą powtarzam zawsze wtedy gdy czuję, że zaczynam stawiać życiu opór: “Wszystko co do mnie przychodzi jest dobre dlatego, że mogę tego doświadczyć. Wszystko co do mnie przychodzi powoduje, że moje zrozumienie świata i innych wzrasta. Wszystko co do mnie przychodzi zbliża mnie do samopoznania”

2. Zwolnij opór usuwając oceny.

Tym co zamyka Cie na doświadczenia jest ocena – każda ocena niesie za sobą emocję. Dla przykładu: oceniasz, że nie jesteś dość dobry i czujesz żal lub zazdrość. Oceniasz, że ktoś zachowuje się niewłaściwie i czujesz gniew albo smutek. Oceniasz, że sytuacja jest zbyt trudna dla Ciebie i czujesz frustrację lub słabość. Napięcie, które pojawia się w Twoim umyśle i ciele jest wynikiem oceny a nie samej sytuacji, która Cię spotyka. Gdy zawiesisz oceny zauważysz, że opór znika. Tym co boli nie jest sama zmiana lecz opór przed nią. Zawiesiła oceny tego co mnie spotkało i dzięki temu nie zasilam myśli, które sponsorują emocje. Nie oznacza to, że nie płaczę – płaczę lecz nie przywiązuję się do tego – traktuję to jako oczyszczenie a nie dramat.

3. Przestań maniakalnie planować i kontrolować

Każdy z nas marzy o tym aby jego życie było ciekawe a nie nudne; zaskakujące a nie rutynowe. Chcemy mieć związki, które są świeże tymczasem sami jesteśmy jak zmętniała woda… Niewzruszeni, zgnuśniali i pełni oczekiwań, nawykowych zachowań i schematów, które są jak robaki – drążą nas od środka. Natręctwo myśli szczególnie silne jest u tych, którzy maniakalnie planują i kontrolują (wiem bo doświadczyłam i uwolniłam się od tego! Byłam Perfekcyjną 😉 ) Pozwól sobie na swobodę i spontaniczność. Codziennie aktywuj prawą półkulę a nie tylko lewą! Zrównoważ codzienną analizę, planowanie, liczenie i mówienie, praktykując śmiech, podskoki, aktywność. Mówiąc inaczej wprowadź do planu dnia poza pracą zabawę! Niech to będzie coś co pobudza Twoją wyobraźnię – malarstwo, muzyka, taniec. I pamiętaj zawieś oczekiwania co do efektu! Wszak nie chodzi o to, że masz namalować dzieło sztuki czy zostać drugim Van Goghem, ale po prostu zatopić się w procesie malowania…

4. Zmniejsz ciśnienie w umyśle.

Akceptacja pojawia się wraz z rozluźnieniem umysłu i odwrotnie luz psychiczny pogłębia się wraz z akceptacją. Często gdy czuję, że zaczynam koncentrować się na efekcie, mówiąc kolokwialnie: świruję i biegam wkoło panikując, natychmiast zawieszam działanie i idę zbudować przestrzeń w umyśle. Najczęściej kładę się i koncentruję się na oddechu, siadam do medytacji lub też wręcz odwrotnie podejmuje dużą aktywność – biegam lub praktykuję dzikie podskoki 😀 Wraz z Tomkiem praktykowaliśmy również medytacje dynamiczne Osho, które wspaniale pozwalają wyrzucić z siebie emocje i nagromadzone ciśnienie. Możesz jednak stosować każdą inną metodę, pamiętając o zasadzie „gdy zbierze się za duże ciśnienie w moim umyśle, zwalniam spust i daję mu upust”.

ZADANIE DOMOWE

1. Stwórz trzy własne afirmacje, które pomogą Ci trenować akceptację i będą rozluźniać napięcie w umyśle. Zawieś je w widocznym miejscu.

2. Śledź proces powstawania ocen w twoim umyśle. Za każdym razem gdy uda Ci się zauważyć ocenę, weź głęboki oddech i podejmij decyzję, że chcesz się od niej uwolnić. Wyobraź sobie, że wraz z wydechem opuszcza ona twój umysł. Dzisiaj nawykowo oceniasz a dwa miesiące uważności sprawią, że nawykowo będziesz wyłapywać oceny 😉

3. Pamiętając o zasadzie „gdy zbierze się za duże ciśnienie w moim umyśle, zwalniam spust i daje mu upust” wypracuj swoje sposoby, które pozwolą Ci uzyskać psychiczny luz. To codzienne BHP – ja stosuję rano (taniec bez uzdy 😉 ) i wieczorem (medytacja, oddychanie, siedzenie w ciszy).

4. Stwórz dzienniczek ograniczających przekonań i propozycje ich transformacji. Prowadź go tak długo i bezlitośnie ;)aż nie wytworzysz nawyku powtarzania tych wspierających. Pojawia się przekonanie – siadam do dzienniczka i wpisuję – od razu tworze wersję alternatywną.

Całusa ślę!